niedziela, 23 listopada 2014

Dlaczego mrówki latają, kilka słów o dziurze i po co komu laptop, czyli odpowiadam na Wasze pytania

Jakiś czas temu zaproponowałam Wam na fb abyście zadali mi jakieś pytania. Pytania o sens życia, o moją ulubioną potrawę czy dlaczego małpy jedzą banany. Mieliście wolną rękę i nieograniczoną wyobraźnię. Bardzo dziękuję, bo wykorzystaliście to wspaniale, niektórzy nawet poszli o krok dalej i zadali mi pytania, na które znalezienie odpowiedzi nie było łatwe, pokusiłabym się nawet o określenie: niemożliwe.
Zanim zabierzecie się do czytania, chciałam tylko Was przestrzec, abyście nie brali tych odpowiedzi na serio. Zwłaszcza uczniowie (jeżeli tacy tu są, a z tego co wiem, to jedna uczennica na pewno). To, co znajduje się poniżej, nie ma żadnego zastosowania na lekcjach przyrody, a wszystkie nazwiska bohaterów zostały zmienione. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe, a przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki lub skonsultuj z lekarzem lub farmaceutą. To tyle tytułem wstępu, możemy rozpocząć przesłuchanie.


1) Marta pisze:  ..(po krótkim wstępie) Pytanie brzmi: w jakim celu studentom prawa bądź jakiegokolwiek innego kierunku laptop na wykładach?  Zdaję sobie sprawę, że pytanie dość głupie, ale moi znajomi nie potrafili mi podać jednego argumentu. Ja natomiast wysnułam wniosek, że mają zapisane na dysku różne kodeksy, ustawy, konstytucje i nie noszą tego w papierowej wersji, co jest ulgą dla kręgosłupa. Niektórym też wygodniej pisać notatki na klawiaturze.
Narodziło się więc następne pytanie, już bardziej właściwe, dlaczego młodzi ludzie przestają myśleć samodzielnie? Niektóre problemy mogliby rozwiązać bez pomocy internetu, nie mówiąc już o tendencji kopiuj-wklej przy pisaniu "samodzielnych" prac w szkole czy na studiach.

Podzielmy pytanie na dwie części. Po co studentom prawa lub jakiegokolwiek innego kierunku laptopy na wykładach?

Uwaga, suchar którego sam Strasburger by się nie powstydził:

Bo mają to tego prawo...

Uspokójcie już dławiący Was śmiech i jedziemy dalej. Jestem z czasów, kiedy wszystkie notatki na studiach robiło się ręcznie, a wszelkie wątpliwości rozwijało za pomocą słownika i encyklopedii w wersji papierowej. Nie oznacza to, że wersje elektroniczne są złe, bo wcale nie. Wszystko jest dla ludzi. Czyż nie wygodniej jest sprawdzić coś wklepując hasło w wyszukiwarce, niż szukać tego w książkach? Pewnie, że tak! Tylko trzeba umieć weryfikować pewne definicje oraz strony które je podają, a w razie czego, sięgnąć po zwyczajną i archaiczną książkę i upewnić się, czy jest to prawdą czy nie.
 Dzisiaj dzieci od małego mają dostęp do komputera i internetu, i rzeczywiście szybciej piszą stukając w klawisze, niż za pomocą klasycznego, idącego w niepamięć długopisu. Pamiętam sama swoje zdziwienie, gdy na studiach któryś z wykładowców nie uznał mojej pracy tylko dlatego, że napisałam ją ręcznie. Musiałam więc wbić wszystko do komputera, wydrukować i dopiero łaskawie ją przeczytał. Takie mamy czasy proszę państwa.
Jeżeli chodzi o studentów prawa, to rzeczywiście być może rozchodzi się o kodeksy, które mają zawarte w jednym pliku i nie muszą dźwigać książek, ale fajnie by było, gdyby jednak nauczyli się ich. Kiedyś ta znajomość może im się przydać. Ale sens używania komputera może tkwić nieco głębiej. Po pierwsze, na bardzo nudnym wykładzie, a na pewno na każdym kierunku znajdzie się choć jedna zapchajdziura w planie zajęć, możesz z miną pokerzysty posurfować sobie po internecie i przetrwać jakoś te 1,5 godziny. I wilk syty i owca cała. Po drugie, notatki sporządzone na komputerze są czytelne. Nie ma problemu z rozszyfrowaniem pisma kolegi, od którego je pożyczyłeś. Sprawa druga, skoro rzetelny kolega ma notatki w komputerze, nie musisz ich od niego pożyczać, ba, nie musisz stać w kilometrowej kolejce na przerwie, by je nawet kserować! Wystarczy krótki mail i  masz już streszczony cały  przespany przez ciebie wykład. Ale idźmy dalej. Kolega wyklikał notatki, przesłał ci je mailem i co? I nie musisz ręcznie robić ściąg tasiemców w harmonijkach, tylko zmniejszasz czcionkę, pogrubiasz co ważniejsze i drukujesz! Tadaaam! Proste, prawda?

Przechodząc do drugiej części pytania: dlaczego młodzi ludzie przestają myśleć? Odpowiadam: Wina systemu edukacyjnego. Może nie całościowo, ale wg mnie częściowo. Pamiętam sama swoją radość, gdy w szkole miałam zadaną pracę domową: napisz wypracowanie. Uwielbiałam to, bo mogłam napisać to co na dany temat sądzę. Niestety w liceum troszkę się pozmieniało, a tematy wypracowań wyglądały mniej więcej tak: scharakteryzuj głównego bohatera oraz napisz, dlaczego wg ciebie jest on postacią negatywną? To on serio wg mnie jest postacią negatywną? Uważam wręcz odwrotnie! Właśnie wcale nie jest,  tylko los zmusił go do takich działań. Nie. Musiałam niestety nie tylko nagiąć mój punkt widzenia, ale czasem nawet przedstawić zupełnie inny i na pewno nie swój. Tylko wtedy mogłam zaliczyć pracę. Zamiast uczyć samodzielnego myślenia, szkoły zaczynają uczniom narzucać opinie, (oczywiście posługuję się teraz przykładem lektur) nie pozwalając na swobodę w chociażby pisaniu tych wypracowań. Co więcej, zwykłe sprawdziany, w których trzeba było wykazać się jakąś wiedzą odpowiadając wyczerpująco na zadane pytania, ustąpiły miejsca testom wyboru. Łatwiej jest szepnąć koledze z ławki "b", niż wyrecytować wkutą na pamięć regułkę, czyż nie? Dzięki temu prościej jest też taki test zdać. No właśnie. Kolejną rzeczą jest uczenie się bezmyślnie i na pamięć. Wbijesz sobie do głowy cały rozdział z marketingu i co? I dostajesz 5! To nic, że nie masz bladego pojęcia o co chodzi. Zdefiniowałeś pojęcie, tak? Nikt nie prosił cię o podanie przykładu "z życia wziętego". Niektórzy nauczyciele wymagają jedynie nauczenia się podręcznika na pamięć, sami nawet nie są w stanie wyjaśnić pojęć na podstawie przykładów, bo i też nie muszą. Wystarczy, że podyktują definicje z książki. Jest to kolejny powód, przez który młodzi przestają myśleć samodzielnie. No i oczywiście wygoda i lenistwo. Skoro mamy internet, który jest kopalnią wiedzy, skoro mamy komputery, skoro każą nam się uczyć na pamięć i bez zrozumienia, to możemy chyba skopiować sobie fragment książki ze stronki, zmienić kilka słówek i potraktować to jako własne wypracowanie? W szkole przecież dostawało się za to 5...
Nie jestem alfa i omegą, może nawet nie mam racji, ale taki jest mój punkt widzenia na ten temat.

 2) Pytanie od Julii: Jak duża J zniosła pojawienie się w domu małej J? I jak wytłumaczyła jej pani, że będzie miała rodzeństwo?

Duża J zniosła bardzo dobrze pojawienie się w domu młodszej siostry. W zasadzie nieszczególnie ją to przejęło. Owszem, zaglądała do łóżeczka, w którym leżała Mała J, mówiła, że jest delikatna i krucha, ale na tym kończyło się jej zainteresowanie siostrą. Przez pierwszy miesiąc do dwóch, Mała J była nieco ignorowana przez starszą siostrę i nic w tym dziwnego, bo tylko jadła i spała. Nie była atrakcyjnym kompanem do zabaw. Sytuacja zmieniła się kilka miesięcy temu, odkąd dziewczynki mają wspólny pokój i odkąd Mała J stała się bardziej samodzielna, kontaktowa i "ogarnia" co się wokół niej dzieje. Rano razem wstają, przybiegają do mnie, skaczą po moim sparaliżowanym przez niedomiar snu ciele i pełnym pęcherzu, razem się bawią ("Oddaj, to moja zabawka!!! Ja pierwsza wzięłam!!!" " Labaga dubedebusie, sisi siby!" "Ałaaaa, puść moje włosyyyy!!!!). Taaa, myślę, że Duża J jest szczęśliwa z posiadania rodzeństwa.

Jak wytłumaczyłam jej, że będzie miała rodzeństwo?

-Duża J, na wiosnę będziesz miała rodzeństwo.
- Acha.
- Mama ma dzidziusia w brzuszku, wiesz?
- Mhm. 
I to by było na tyle z entuzjastycznej reakcji Dużej J na wieść o nowym członku rodziny. Informacja o tym, że na wiosnę zostanie starszą siostrą była dla niej równie abstrakcyjna, co chociażby "za 14 lat będziesz pełnoletnia". Nie potrafiła jeszcze określić, ile czasu właściwie musi minąć, aby ta wiosna nadeszła. Oczywiście im brzuch robił się większy, a Mała J bardziej ruchliwa, im częściej Duża J go dotykała i odrywała z przerażeniem rękę przy każdym kopniaku obcego wewnątrz matki, tym bardziej była świadoma, że to wszystko dzieje się naprawdę i we mnie naprawdę rośnie kolejne dziecko. Aż w końcu nadeszła wiosna, M odkopał samochód spod grubej warstwy śniegu i pojechałam sobie do szpitala urodzić kolejne dziecko. Proste.

3) Pytanie od Jakobego: Dlaczego mrówki chodzą gęsiego i kiedy odlatują do ciepłych krajów?

Odpowiedź jest bardzo prosta. Gdy pierwsza mrówka wychodzi po żywność, zawsze, ale to zawsze zapomina skorzystać z toalety. Jak wiecie mrówki są małe, w związku z tym mają malutkie pęcherze. Taki pęcherz wiele nie pomieści i często robią siku. Tak więc kiedy ta pierwsza mrówka drepcze sobie wąską ścieżką, biegnie za nią druga krzycząc "Zapomniałaś skorzystać z toalety przed wyjściem!". Niestety ta druga również zapomniała, więc za nią biegnie trzecia wykrzykując ten sam komunikat. Kolejna mrówka, widząc całą tą sytuację i wiedząc, co może się lada moment zdarzyć, postanawia zabrać ze sobą ściereczkę by powycierać to, co zaraz opuści pęcherze pierwszej i drugiej mrówki. Biegnie za resztą, gdy następna mrówka orientuje się, że jej poprzedniczka nie wzięła ze sobą ściereczki. Znalazłszy ją zwołuje wszystkie pomocnice, by pomogły jej nieść, bo to bardzo długa i wąska ściereczka jest. Niestety mrówki mają słaby wzrok i nie widzą swoich sąsiadek, które są tuż przed nimi. Mają za to doskonały węch. Czując więc, że pęcherze pierwszej i drugiej mrówki właśnie się opróżniły, kierują się zapachem i i urynową ścieżką, gęsiego, wycierając ją przy okazji. I tyle.

Co do odlatywania do ciepłych krajów, nie ma określonej pory roku, w której mrówki to czynią. Jest to zależne od wiatrów. Gdy następuje załamanie pogody i wiatr przybiera na sile, porywa on mrówki. Może zatrzymam się na moment, by wyjaśnić działanie wiatru. Pojawia on się wówczas, gdy zimne masy powietrza zderzą się z ciepłymi, lub gdy ciepłe zderzą się z zimnymi. Z tego też powodu na nasze... gazy, mówi się wiatry. Człowiek ma temperaturę 36,6 stopni Celsjusza, a temperatura na zewnątrz jest zazwyczaj niższa. Stąd podczas uwalniania...no...nadmiaru powietrza z naszego wnętrza, powstają wiatry. Ciepłe z zimnym, rozumiecie. Wróćmy do mrówek. Je zawsze porywa wiatr, który powstał w momencie zderzenia się zimnego powietrza z ciepłym, a ten  kieruje się w stronę ciepła, by je wyprzeć. Logiczne. Mrówki lecąc zataczają kręgi, a ponieważ mają pełne i małe pęcherze...wiadomo, stąd mamy mżawkę. W pewnym momencie wiatr zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest aż tak potężny i nie wyprze wszystkich ciepłych mas powietrza, więc słabnie, wyrzucając z siebie skołowane mrówki w nowym, ciepłym i suchym kraju.

4) Kolejne pytanie od JakobegoJaka jest istota dziury?
Czy ona istnieje czy jest nicością? Może istnieje tylko otoczka dziury? A jak dziura istnieje to czy może istnieć bez tej otoczki, która przecież dziurą nie jest tylko początkiem materii?
Jaka jest istota dziury? 

Pytanie z gatunku filozoficznych. Istotą dziury jest ona sama. Jej byt, który jest kwintesencją wszystkich istot. Dziura istnieje, dziura funkcjonuje, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie : dziura nigdy nie jest płytka i zawsze ma w sobie głębię wprost proporcjonalną do siebie samej. Bez otoczki dziura nie jest dziurą. Bez skorupki jako nie jest jajem, a człowiek bez skóry jest ohydny. Dziura jest otworem w czymś, w jakieś materii. Jeżeli nie będzie miała swojej otoczki, to tak, jakby jej nie było. To pisałam ja - Arlnietzche.

5) Pytanie od Magdy: Hej, można pytać, więc pytam: fajnie piszesz, styl masz wyrobiony, więc zastanawiam się:
- co lubisz czytać? jaki gatunek, autor są Twoimi ulubionymi?
(zakładając, że masz czas na czytanie przy dwójce dzieci... - jeśli nie - co czytywałaś w epoce "przed dziećmi"  )
Zastanawiam się bowiem, czy preferowany gatunek literacki, autor, etc. wpływa na to w jaki sposób piszesz. 

Kiedyś czytałam różnych autorów, swojego czasu lubowałam się w Lemie. "Szpital przemienienia" przemaglowałam dwa razy. Dziś z przykrością stwierdzam, że mój rozwój intelektualny stanął w miejscu, może nawet się uwstecznił, ale Lem mnie męczy. Zdecydowanie preferuję Grocholę, mam spory zbiór jej książek na półce i chętnie do nich wracam. Poprawiają mi nastrój, są napisane tak jak lubię, czyli w pierwszej osobie, coś na kształt pamiętnika. Kiedyś zaczytywałam się książkami o cierpieniu, chorobach, dziwacznych obrzędach plemiennych, po których czułam się, jakbym połknęła kamień, który ciąży mi gdzieś na duszy. Dziś książka ma być dla mnie relaksem, odprężeniem, ma poprawić mi nastrój i mnie zresetować. Nie wiem, czy mój styl pisania jest wzorowany na konkretnym gatunku literackim. Piszę tak jak lubię, jak czuję i książek napisanych w podobnym stylu poszukuję. 

6) Ostatnie pytanie od? Od?? Od ciekawego świata JakobegoPytanie nr 3 dziecinnie proste. No w każdym razie dziecinne.
Na jaką literę murzynek Bambo ma buzię i pytanie naprowadzające: Co miś uszatek je na kolacje?

Z tego miejsca chciałam podziękować Jakobemu za zadanie mi 50% wszystkich pytań. I za naprowadzenie, które naprawdę wiele mi pomogło. Zacznijmy przekornie od końca, czyli od pytania ostatniego: Co je miś uszatek na kolację?



No to Strasburger ma już kawały na dwa najbliższe odcinki Familiady. Przechodząc do pierwszej części pytania i mając na uwadze rzeczonego pora, intensywnie zastanawiałam się nad literą na którą ma buzię murzynek Bambo. W tym celu sięgnęłam po fachową literaturę:


Julian Tuwim
"Bambo"
Murzynek Bambo w Afryce mieszka ,
czarną ma skórę ten nasz koleżka.
Uczy się pilnie przez całe ranki
Ze swej murzyńskiej pierwszej czytanki.
A gdy do domu ze szkoły wraca ,
Psoci, figluje - to jego praca.
Aż mama krzyczy: "Bambo, łobuzie!'
A Bambo czarną nadyma buzię.
Mama powiada: "Napij się mleka"
A on na drzewo mamie ucieka.
Mama powiada :"Chodź do kąpieli",
A on się boi że się wybieli.
Lecz mama kocha swojego synka.
Bo dobry chłopak z tego murzynka.
Szkoda że Bambo czarny , wesoły

nie chodzi razem z nami do szkoły.

Tak więc mam pora, mam wierszyk, nie mam natomiast przekonania co do odpowiedzi, ale jedyne co wydaje mi się racjonalne, to...
Buzia murzynka Bambo jest na literę "c". Zgadłam???

Nom, to by było na tyle. Teraz wiecie już o mnie wszystko!

A jeżeli podobał Ci się wpis, możesz oddać na niego swój głos. O tu:

                                                * * * zBLOGowani * * *




10 komentarzy:

  1. Czyli jestem jedyna? ;c
    A właściwie to jak to młodzierz nie myśli?! Przyznaje, że mi się nie często zdarza, ale w szkołach czasami są przejawy logicznego myślenia, np. ostatnio nie mając co robić na angielskim graliśmy w grę:
    Jedna osoba siada na krześle, tyłem do tablicy, gdzie inna osoba pisze słowo, na które, osobę siedzącą trzeba naprowadzić. Panią zamurowało, kiedy wytłumaczeniem dla sandałów, stało się: ,,shoes of Jezus''
    Ale to czasami, w większości jest tak, że mamy pod nosem wierszyk, w którym główna postać płacze i nikt nie potrafi stwierdzić emocji bohatera...

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, też miałam z tym problem. :/ płacz może być zdradliwy...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mialem wiecej pytań ale sie zgapiłem :-/
    Odpiwiedź dotycząca mrówek baaardzo mnie ukontentowala. Usmiałem sie przy niej jak mrowkojad po obiedzie (mrowkojady maja taką tradycję, że po obiedzie śmieją się jak szalone).
    Co do dziury to nie jestem przekonany bo jak nie moze istniec bez otoczki to dlaczego mowi się "o mam dziure w skarpetce"? Nikt nie powie "o otoczka mi sie zrobiła w podeszwie" Ale zostawmy to lepiej bo dylemat ten rozwazam juz kilkadziesiat lat :-D
    Mis Uszatek to oczywiscie stara i znana dziecinna zagadka. :-)
    Natomiast z Bambo niestety pudło, a mowiłem że odpowiedz jest w tekscie
    " Aż mama krzyczy: "Bambo, łobuzie!'A Bambo czarną na Dy ma buzię."
    To zagadka A. Poniedzielskiego :-)
    Dziekuje za odpowiedzi i czekam na kolejne wpisy :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja 2-letnia siostra nie miała ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O proszę! Ja wiedziałam, że to nie będzie takie proste, ale na to z murzynkiem bym nie wpadła :/ Co do dziury, to dziura w skarpetce ma otoczkę z bawełny czy z czego tam masz skarpetę, tak? Nie mówi się "mam otoczkę w skarpecie" tak samo jak nie mówisz o papierze " spilśniona na sicie masa włóknista pochodzenia organicznego".. Kwestia nazewnictwa. Dziura to otwór. Nie mówisz też, że zrobił ci się otwór w skarpecie :) Dziękuję za pytania :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie zgodzę się, że dziura to otwór bo otwór to świadome i celowe usunięcie materiału np. wiertłem czy piłą i otwór służy zawsze jakiemuś celowi. Natomiast dziura po-ja-wia się z nikąd. To najbardziej złośliwe coś jakie znam. No właśnie. Dziura to coś czy nic? :-D

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam jeszcze kilkadziesiąt lat na zrozumienie czym właściwie jest dziura. Może kiedyś posiądę tę wiedzę...

    OdpowiedzUsuń
  8. co do pierwszego pytania to się wypowiem, bo studiuję prawo :P tak, kodeksy są cholernie ciężkie, najczęściej jeden kodeks nie wystarcza do jednego przedmiotu, np. prawo cywilne, wiadomo- kodeks święta rzecz,a do tego hipoteki, kodeks rodzinny i opiekuńczy i kilkanaście innych ustaw. a to tylko jeden przedmiot. Gdy ma się ich kilka w ciągu dnia, to przydałby się ktoś do ich noszenia, bo jedna torebka, nawet spora tego nie pomieści. A co do "ale fajnie, gdyby się ich nauczyli" to nie mają wyjścia, paragraf po paragrafie trzeba dobrze znać, bo na egzaminie nie można mieć laptopa ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem naprawdę pełna podziwu wobec studentów prawa czy medycyny... Mam koleżankę, również na prawie i administracji. Kiedyś opowiadała ile tego mają i jak wyglądał egzamin z jednego z przedmiotów...Wprawdzie nie mówiła czy posługuje się na zajęciach laptopem czy targa ze sobą walizkę z kodeksami :) Co do zdania "fajnie gdyby się ich nauczyli" wiesz, to nie jest takie oczywiste niestety... Miałam kiedyś przyjemność załatwiać pewną sprawę u notariusza. Ile razy musiałam dokumenty donosić, bo sąd stołeczny wymagał - nie zliczę. A notariusz dziwił się i dziwił, i nadziwić nie mógł, że ksero nie można tylko oryginał, że coś tam i coś tam... Terminy przez nią podane i zapewnienia o formalności sprawy sądowej, wszystko okazało się być zgoła odmienne od jej zapewnień. Tymczasem moja siostra załatwiająca tę samą sprawę u innego, kompetentnego notariusza - podczas jednej wizyty dopięła wszystko do końca. Tak więc egzaminy egzaminami, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto pomimo ich zdania, nie opanował odpowiedniej wiedzy :) Niemniej szacunek za wybór kierunku i wytrwałość. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Fajnie że mnie odwiedziłaś/eś. Mam nadzieję, że spędziłaś/eś tu miło czas. Możesz podzielić się swoimi wrażeniami w komentarzach, możesz też zachować opinię wyłącznie dla siebie. Oczywiście komentarze obraźliwe zostaną usunięte z wiadomych przyczyn. Dzięki :)