niedziela, 31 maja 2015

Mało mnie, bo...

Notka z facebooka:

Aby czas spędzony na działce podczas nadzorowania budowy naszego domu, dla dzieci był miły i atrakcyjny, robimy im plac zabaw. 
Wielka piaskownica jest, więc miejscowe koty mają nareszcie ogromną kuwetę do srania... Może odciągnie to ich uwagę od naszego samochodu, do którego notorycznie wskakują i obsikują tapicerkę. A gdy taki kot psiknie swoim odorantem, zdecydowanie wolę powrót do domu pieszo. Nawet, jeżeli to kilka kilometrów...

wtorek, 19 maja 2015

Poszłam raz sobie na dziki


Dawno temu...

- I zapamiętaj synu wszystkie wskazówki, które tobie dziś dam - powiedział ojciec do chłopaka siedzącego obok na ambonie - W końcu za kilka lat sam będziesz chodził na polowania.
- Dobrze tato. Zapamiętam - odpowiedział nastolatek.
Noc była ciepła, a księżyc w pełni rozświetlał tętniący życiem las. Siedzieli w milczeniu i wypatrywali sygnałów wskazujących na przebywanie dzików w gęstych zaroślach. Dzień wcześniej wysypali kukurydzę na nęcisko, więc prędzej czy później zwierzyna powinna się pojawić.
- Słyszysz ten dźwięk synu? 
- Yyy...Jaki?
- Takie rytmiczne buczenie. Coś jakby deer...deer...albo dzyyyr...dzyyyr
- A tak, słyszę. To jest...
- To jest właśnie synu derkacz. Niełatwo go spotkać, więc wsłuchaj się w ten odgłos. Słyszysz? 
- To nie derkacz tato - syn sięgnął ręką do kieszeni i wydobył z niej wibrujący telefon - Mama dzwoni...

wtorek, 5 maja 2015

Dobrze, że nie zostałam weterynarzem.

W naszym domu zawsze było jakieś zwierzę. Pies, rybki, świnki morskie, chomiki, zeberki, od wczesnych lat dziecięcych towarzyszyły nam w dorastaniu, ucząc nas odpowiedzialności. Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego zetknięcia ze śmiercią pupila. Miałam wtedy kilka lat, przyjechała właśnie do nas rodzina w odwiedziny, a piękna, biała zeberka o pomarańczowym dzióbku, tak najzwyczajniej w świecie sobie zdechła. Być może tęsknota za partnerem, który kilka dni wcześniej nawiał przez niedomknięte drzwiczki i otwarte okno, była zbyt duża, a być może osiągnęła po prostu wiek żegnania się z ziemskim pado...z metalową klatką. W każdym razie, cokolwiek było przyczyną jej zgonu, przysporzyło mi wiele smutku. Smutku tak ogromnego, że nie dopuszczałam do swojej dziecięcej głowy faktu zejścia ptaka z tego świata i wyjęłam truchło ze śmietnika, bawiąc się nim przez resztę dnia.